wtorek, 18 października 2016

Head Hunting albo poławianie pereł.



Kiedy ktoś mnie zapyta o moją pracę head huntera określając ją jako łowienie głów ja niezmiennie odpowiadam, że to jest poławianie pereł. Na temat head huntera czy działań head huntingowych krążą różne opowieści. Ja o swojej pracy mówię niechętnie bo podstawą mojej działalności jest dyskrecja. Nie lubię określenia "łowca głów". Ja nazywam siebie "poławiaczem pereł". Wydaje mi się, że to wyrażenie jest bardziej adekwatne do wykonywanej pracy. Tak jak autentyczni filipińscy poławiacze pereł w głębinach oceanu poszukują pereł zamkniętych w muszlach tak ja poszukuję najlepszych pracowników na najwyższe szczeble zarządzania. W tym momencie pojawia się pytanie czy etyczne jest w ogóle head hunting. To znaczy czy etyczne jest aktywne identyfikowanie pracownika, który dziś spokojnie pracuje w jakiejś firmie, docieranie do niego z nową ofertą pracy i wyciąganie z obecnej firmy, zwłaszcza w sytuacji, kiedy nie myślał on o zmianie pracy. No właśnie, nie myślał o rekrutacji często dającej szansę na wejście do zarządu firmy, top managementu czy executive level. Mój head hunting - łowienie kandydatów na najwyższe szczeble rozpoczynam od przeglądu internetu poświęcając nawet kilka godzin na wyszukanie informacji o tym jednym kandydacie spełniającym w najwyższym stopniu wymagania pracodawcy. Head hunter w sieci znajdzie informacje o dodatkowych kursach, w jakich uczestniczył kandydat, dowie się też, jakie są zainteresowania kandydata. Ze zdjęć umieszczonych przez kandydata rekruter domyśli się, czy jest on samotny, czy żyje w związku, czy są dzieci. Heaad hunting w sieci pozwoli wywnioskować, jaki jest stosunek kandydata do poszczególnych partii politycznych, organizacji pozarządowych czy bieżących wydarzeń. Dzięki tym wiadomościom head hunter łatwiej zbuduje portret kandydata.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz