Kiedy ktoś
mnie zapyta o moją pracę head huntera określając
ją jako łowienie głów ja niezmiennie odpowiadam, że to jest poławianie pereł.
Na temat head huntera czy działań head huntingowych krążą różne
opowieści. Ja o swojej pracy mówię niechętnie bo podstawą mojej działalności
jest dyskrecja. Nie lubię określenia "łowca głów". Ja nazywam siebie "poławiaczem
pereł". Wydaje mi się, że to wyrażenie jest bardziej adekwatne do
wykonywanej pracy. Tak jak autentyczni filipińscy poławiacze pereł w głębinach
oceanu poszukują pereł zamkniętych w muszlach tak ja poszukuję najlepszych
pracowników na najwyższe szczeble zarządzania. W tym momencie pojawia się pytanie czy etyczne jest w ogóle head hunting. To znaczy czy etyczne jest
aktywne identyfikowanie pracownika, który dziś spokojnie pracuje w jakiejś
firmie, docieranie do niego z
nową ofertą pracy i wyciąganie z obecnej firmy, zwłaszcza w sytuacji, kiedy nie
myślał on o zmianie pracy. No właśnie, nie myślał o rekrutacji często
dającej szansę na wejście do zarządu firmy, top managementu czy executive level. Mój head hunting - łowienie kandydatów na najwyższe szczeble rozpoczynam od przeglądu internetu poświęcając nawet kilka
godzin na wyszukanie informacji o tym jednym kandydacie spełniającym w
najwyższym stopniu wymagania pracodawcy. Head hunter w sieci znajdzie informacje o dodatkowych kursach, w jakich
uczestniczył kandydat, dowie się też, jakie są zainteresowania kandydata. Ze
zdjęć umieszczonych przez kandydata rekruter domyśli się, czy jest on samotny, czy żyje w związku, czy są dzieci. Heaad hunting w sieci pozwoli
wywnioskować, jaki jest stosunek kandydata do poszczególnych partii
politycznych, organizacji pozarządowych czy bieżących wydarzeń. Dzięki tym
wiadomościom head hunter łatwiej
zbuduje portret kandydata.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz